piątek, 29 kwietnia 2016

"Sezon Zamkniętych Serc" Wioletta Leśków-Cyrulik

CZEŚĆ!
 Ostatnio miałam przyjemność wybrać się na spotkanie autorskie z panią Wiolettą Leśków-Cyrulik. Spotkanie odbyło się w Księgarni Autorskiej. Siedzieliśmy przy stole, piliśmy kawę/gorącą czekoladę i słuchaliśmy opowieści autorki. Jak powstawała książka, jakie były trudności, co ją zainspirowało? Udało mi się zdobyć także podpis autorki z dedykacją. Książkę przeczytałam, a dziś zapraszam na recenzję!


Tytuł: Sezon zamkniętych serc
 Autor: Wioletta Leśków-Cyrulik
Liczba Stron: 312
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

 
Co mówi okładka?
  On kocha ją, a ona jego – tak mogłaby się zacząć historia o miłości. Jednak gdy w grę wchodzą lęki z przeszłości, może to nie wystarczyć do ułożenia sobie życia, mimo najlepszych nawet chęci i starań. Agnieszka ma za sobą bolesne doświadczenia. Darek, który wiele lat temu, kierując się odruchem serca, pomógł jej i wciąż stoi obok, z biegiem czasu czuje, że zaczyna brakować mu sił. Mężczyzna postanawia zorganizować im życie od nowa i raz na zawsze uzyskać odpowiedź na pytanie, czy ich wspólna przyszłość jest w ogóle możliwa. Wyjazd na dwuletni kontrakt do Oslo ma im w tym pomóc, jednak ostatecznie docierają do Vopnafjörður, niewielkiej islandzkiej miejscowości.
W nowym miejscu Agnieszka szybko zaprzyjaźnia się z Hanną, z pochodzenia Słowaczką, którą zastępuje w szkole. Poznaje Rinke i Jóna, właścicieli salonu fryzjerskiego. Nowo poznani ludzie wprowadzą spore zamieszanie w życie bohaterów. Czy jednak to wystarczy, by wymazać z pamięci złe wspomnienia i pokonać lęk? Czy miłość może uleczyć wszystkie rany?
 
Co ja mówię?
Mdły romansik czy skomplikowany związek? 
  Zwykle podczas czytania tego typu książek od razu wiemy z kim będzie główna bohaterka. Tutaj sytuacja była inna. Na początku prosta i spokojna, potem zaczęła skręcać i przyspieszać, aż w końcu gwałtownie zahamowała. Nigdy nie czytałam romansu z takim wątkiem, bohaterami i poplątanym światem. jednak tego typu powieści to nie moja bajka. Za mało w nich akcji. Dla mnie musi się coś dziać. Książka nie była zła, ale nie jest w moim typie. Polecam głównie dla starszych czytelników, najlepiej kobiet. Sądzę, że starsze ode mnie osoby będą się lepiej bawić przy lekturze tej powieści.

Śliczna okładka, cudny opis i fatalna czcionka
 Co mnie zdenerwowało w tej książce - po pierwsze białe strony. Nienawidzę biały stron w książce. Wolę żółte, a najlepsze są lekko beżowe. NIGDY BIAŁE! Po drugie czcionka - jest fatalna. Ciężko mi się przez nią czytało. Dobra, teraz pora na parę miłych słówek - Książka ma cudowną okładkę. Nie mogłam się na nią napatrzeć. Jest prześliczna, po prostu cud artystyczny. Połączenie zdjęć i kolaży - kocham tą okładkę. Co do opisu - jest on niby prosty, ale ma swój urok. Na plus. Najlepszą rzeczą w książce jest zdecydowanie tytuł - piękny, inspirujący i refleksyjny.

Zakończenie - czyli rozwalanie systemu według pani Leśków-Cyrulik
 Szczerze? Nie spodziewałam się. Myślałam (czyt. miałam nadzieję), że Agnieszka zostanie niezależną singielką i trzydziestoma siedmioma kotami. Niby nie poszło po mojej myśli, ale zakończenie i tak mi się podobało. Aga odnalazła szczęście i założyła rodzinę - i dobrze. W końcu każdemu należy się kawałek szczęścia, prawda?
Ocena punktowa:
5/10

3 komentarze:

  1. Patrzę na tę książkę - autor polski, tytuł mnie nie zachęca - minusy na wstępie.
    Twoja opinia - jesteś rocznik 2000-2003 zgaduję, więc nie jestem dużo starsza od ciebie.
    Wątpię, żebym przeczytała tę książkę, ale twoja recenzja bardzo mi się podobała.
    Pozdrawiam,
    -A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jesteśmy w tym samym wieku (albo rok różnicy) :)

      Usuń
  2. Dziękuję za recenzję i zachęcenie do czytania. Książka ta od pewnego czasu stoi u mnie na półeczce i mnie ciekawi, więc w ciągu wakacji na pewno po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń