środa, 6 kwietnia 2016

"Rywalki" Kiera Cass

CZEŚĆ!
 Dziś przygotowałam dla Was recenzję pierwszego tomu cyklu "Selekcja". Zrecenzowałam już 4 część i stwierdziłam, że fajnie by było zrecenzować wszystkie od początku. Nie przedłużając - zapraszam!

Tytuł: Rywalki
 Autor: Kiera Cass
Liczba Stron: 336
Wydawnictwo: Jaguar

 
Co mówi okładka?
  Dla trzydziestu pięciu dziewcząt Eliminacje są szansą ich życia. To dzięki nim mają szansę uciec z ponurej rzeczywistości. Ze świata, w którym panują kastowe podziały, wprost do pałacu, w którym będą spełniane ich życzenia. Z miejsca, gdzie głód i choroby są na porządku dziennym, do krainy jedwabi i klejnotów. Celem Eliminacji jest wyłonienie żony dla czarującego i przystojnego księcia Maxona.
Każda dziewczyna marzy o tym, by zostać Wybraną. Każda poza Americą Singer.
Dla Ameriki Eliminacje to koszmar. Oznacza konieczność rozstania z Aspenem – jej sekretną miłością i opuszczenie domu. A wszystko tylko po to, by wziąć udział w morderczym wyścigu o koronę, której wcale nie pragnie.
Jednak gdy spotyka Maxona, który naprawdę przypomina księcia z bajki, America zaczyna zadawać sobie pytanie, czy naprawdę chce za wszelką cenę opuścić pałac. Być może życie o jakim marzyła wcale nie jest lepsze niż to, którego nawet nie chciała sobie wyobrazić… 
 
Co ja mówię?
  Pierwsze wrażenie: Okładka książki jest prześliczna, od razu przyciągnie uwagę nawet najbardziej opornego czytelnika. Ma w sobie coś z księżniczki, coś z Barbie. Opis też jest bardzo przyjazny i świetnie napisany.
  Bohaterowie: America jest jedną z tych bohaterek, które lubisz, ale w wielu momentach masz ochotę urwać jej głowę za to co powiedziała lub zrobiła. Tak dokładnie się czułam. Czasem kibicowałam jej zawzięcie, a czasem kładłam ręce na czole i mówiłam: "Czemu, Mer, czemu?". Czy tylko według mnie America to piękne imię, a zdrobnienie Mer jest przesłodkie? Aspena polubiłam od razu, kojarzy mi się bardzo z Guy'em Chambersem z "Ogień i Woda" (sama nie wiem czemu). Zdecydowanie przez pierwsze dwie części wolałam, żeby Ami była z nim, ale zmieniałam zdanie. W przypadku Igrzysk Śmierci do końca byłam #teamGale. Maxon zdobył moją sympatię od początku i szczerze go lubię. Jest szczery, zawsze pogodny, ale potrafi też być poważny. Uwielbiam go. Po pierwszej części król i królowa nie rzucili mi się bardzo w oczy, ale króla nie darzę zbytnią sympatią. To samo mogę powiedzieć o Celeste. Nie przepadam za nią. Za to Marlee jest moją ulubienicą, tak jak zresztą May i Gerard. Uwielbiam tę trójcę. Lubię tez Kriss, Elise i Natalie.
 Fabuła :  Trochę RealityShow, trochę baśni, trochę akcji. Wszystkiego po trochu w odpowiednim porządku. Pomysł na książkę świetny, mi osobiście podszedł do gustu od razu.
 Ogólnie:Polecam szczególnie dziewczynom, które nie znalazły swojego księcia, by mogły przeżyć swoją baśniową przygodę razem z Americą.

"Ty sobie nie dajesz rady z płaczącymi kobietami, a ja nie radzę ze spacerami u boku księcia."

"Czasami, aby coś ukryć, najlepiej robić to na oczach wszystkich."

Ocena punktowa:
9/10

6 komentarzy:

  1. #teamGale
    #teamMaxon

    Aspena i Marlee nie lubiłam. Marlee od początku do końca. Tak samo nienawidzę jej córki. Aspena dało się znieść. Rywalki to moja ulubiona książka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można nie lubić Marlee??? (foch)
      (po fochu) dobra, wybaczam, czasem była irytująca

      Usuń
  2. Witam, witam!
    Trafiła tu dzięki spisowi blogów i bardzo pozytywnię się zaskoczyłam co do treści bloga :3
    Książke przeczytałam i jedyną rzeczą za, którą mogłabym ukatrupić Americe było startowanię do dwóch facetów. Czasami miałam myśli: czy ty nie zdajesz sobię sprawy z tego jak oni się czują?! Szczególnie szkoda mi było Aspena, bo biedak o nią walczyl,a ona gdy tylko się odwrócił biegła do Maxona. Jeszcze byłoby w stanie ją usprawiedliwić coś w stylu „Kocham ich obu i ten co o mnie zawalczy jest tym jedenym", ale ta dziewczyna (świadomie lub nie) już na początku rywalizacji wybrała Maxona. Powiedzmy sobię szczerze - chłopak, który wiąże koniec z końcem, czy młody książe z świetnymi warunkami do życia? No właśnie.
    To, że Amierica cały czas faworyzowała Maxona było - jak dla mnię - bardzo niesprawiedliwę. No, to tyle jeśli chodzi o moję uwagi ;_;
    Cała książka jest moim zdaniem bardzo wciągająca i naprawdę szybko się ją czyta :3 Bohaterowie mimo moich poprzednich uwag są bardzo sympatyczni.
    Tak jak ty uwielbiam Maxona i Marlee (,,•﹏•,,)
    Chyba te książke poleciła mi przyjaciółka - ma na imię Zuzia XD

    Cieplutko pozdrawiam :*
    Haruś~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie same odczucie co do rywalizacji Aspena i Maxona - bez szans

      Usuń
  3. Kiedyś widziałam tę książkę w Biedronce i kiedy już miałam po nią sięgnąć, zdecydowałam się na całkiem inną. Typowo kobieca logika :D
    Chętnie zostanę u Ciebie na dłużej!
    Pozdrawiam, Oliwia :)

    http://zjadamszminke.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i polecam się na przyszłość :P

      Usuń