poniedziałek, 28 marca 2016

"7 razy dziś" Lauren Oliver

CZEŚĆ!
 Przeczytałam ostatnio tyle książek, że sama nie wiem już co recenzować. Spodziewajcie się na pewno "Każdego dnia" i "Eleonora i Park". Nie przedłużając, oto moja recenzja!


Tytuł: 7 razy dziś
 Autor: Lauren Oliver
Liczba Stron: 384
Wydawnictwo: Otwarte
 
Co mówi okładka?
Nazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka i szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj…
Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę.
Umarłam?
A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda?
Co ja mówię?
  Pierwsze wrażenie: Na tą książkę polowałam chyba z rok xD W końcu ją dopadłam i zatraciłam się bez końca. Okładka jest ładna, lecz nie powala. Opis z tyłu zachęca i zaciekawia od razu.
  Bohaterowie: Sam jest według mnie postacią bardzo dynamiczną, która z każdym dniem zmienia swoje postępowanie. Z dnia na dzień staje się wrażliwsza na krzywdę innych i jest coraz bardziej pomocna (któż by się spodziewał?). Elody, Ally i Lindsay czyli panny zadymiary - polubiłam je od razu. Kojarzą mi się bardzo z ekipą z książki "Gra w Kłamstwa". Oprócz tego, że są strasznie podłe i chamskie to bardzo je lubię. Kent i Rob nie od razu zdobyli moją sympatię. Szczerze, to ten drugi w ogóle. Do Kenta przekonałam się dopiero pod koniec książki. Był naprawdę uroczy ♥ Juliet była chyba moją ulubioną postacią z całego grona. Nie wiem czemu, ale jej historia była bardzo wciągająca i trzymała w napięciu.
 Fabuła :  Pomysł na książkę jest genialny. G.E.N.I.A.L.N.Y. Chociaż pod koniec denerwowało mnie już to, że ten dzień zaczyna się znowu od nowa i od nowa. Kiedy ju tak dobrze szło, to ona musiała się do jasnej ciasnej znowu obudzić tego samego dnia -.- Powinniśmy w Polsce obchodzić dzień Kupidyna. To naprawdę fajne święto. Oczywiście pewnie znalazły by się powody z tego powodu (wiem, że to tak fajnie i poprawnie brzmi [Zuzia mistrz polskiego]) do dokuczania innych osobom. Zakończenie powaliło mnie na kolana. Było cudowne. C.U.D.O.W.N.E.
 Ogólnie: Książka świetna, otwiera oczy na niektóre problemy.

Ocena punktowa:
8/10

PS.: Chciałabym podziękować za prawie 71k wyświetleń mojego profilu google i 27 obserwatorów. Jesteście niesamowici. Jeśli ktoś jeszcze nie obserwuje, to zapraszam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz